wtorek, 31 grudnia 2013

2* ROZDZIAŁ BONUSOWY

      Nie mogę uwierzyć, że już niedługo będzie rozdział dwudziesty. Po raz pierwszy spotykam się z taką sytuacją :) Zazwyczaj kończyłam na 6-7 rozdziale, więc sama jestem mile zaskoczona. No, ale do rzeczy. Przecież nie jesteście tu, aby czytać moje monologi, tylko żeby zapoznać się z.... WIKTOREM! Tak sami go wybraliście :D Lubię tą postać, jest taka... a z resztą sami zobaczycie :)



*  *  *
     Było już ciemno. Za oknem błyszczały małe, białe drobinki, spadające z nieba. Mały chłopczyk, stał przed starym oknem, które zabezpieczone było wieloma kocykami. Nie mógł zasnąć, a nie chciał obudzić reszty domowników. Wiedział, że i tak zaraz będą musieli wstać, bo mała zawsze budziła się o tej porze. Jego mała siostrzyczka. Pamiętał jak do nich przyjechała, była czerwona i pomarszczona jak piesek starszej Pani, która mieszkała w ich klatce. I cały czas płakała, a mimo to tatuś i mamusia cieszyli się. On też się cieszył. Był jej ciekaw.
    Aniołki rzucają śnieżynki na ziemię, żeby przypomnieć nam o uśmiechu. Żebyśmy pamiętali o tym, że wszystko ma swój początek i koniec. I byśmy korzystali z życia - tak mu mówiła mamusia. Zawsze się nimi zachwycał. Chciał pokazać je małej Lidii, ale ona jeszcze była za mała. Tatuś mówił, że jeszcze trochę minie, nim zrozumie. Ale ona już wiele rzeczy wiedziała. Zabierała mu zabawki, próbowała już coś mówić.. Lubił się z nią bawić.
      Z sąsiedniego pokoju wydobyło się guganie. Obudziła się..

*
     -Witor! Witor! - krzyczała radośnie, siedząc na kanapie i trzymając soczek w swoim plastikowym kubeczku w zielone słoniki.
- Jestem głodny - jęknął, wlokąc się do kuchni, w której urzędowała ich mama.
- Zaraz zrobię ci kanapki. Idź umyj ręce - chłopczyk poczuł jak delikatnie całuje go w czoło, po czym popycha go w stronę łazienki. Był szczęśliwy, jego rodzina była w całości. Współczuł koledze z osiedla, którego rodzice się rozwiedli i przez to będzie musiał się przeprowadzić. Było mu szkoda, ale wiedział, że nie wiele mógł w związku z tym zrobić.
   Do domu wszedł wysoki brunet, który zarzucił Wiktora sobie na ramie. Chłopczyk krzyczał radośnie, wierzgając nogami.
- Postaw mnie! Postaw! - śmiał się, gdy mężczyzna opuścił go niżej, trzymając jedynie za kostki.
- Tata! - krzyknęła Lidka i zsunęła się z kanapy, aby móc przywitać się z uśmiechniętym mężczyzną, do którego była tak podobna.
- Cześć skarby! - odstawił Wiktora na ziemie i złapał małą w pasie, podnosząc ją do sufitu. Zapiszczała radośnie i rozłożyła ręce, naśladując ptaka w locie.
- Co dzisiaj robiłaś, księżniczko? - zapytał słodkim głosem i podrzucił ją do góry, a później złapał i postawił ją koło brata.
- Mama! - krzyknęła i pobiegła do kuchni, wpadając na jej nogi. Kobieta podeszła do ich ojca i pocałowała go czule, witając jak przystało żonie.
     Uśmiech pojawił się na twarzy Wiktora. Był szczęśliwy. Nic im nie groziło. Kochali się..

*

      - Jak długo cie nie było?! Myślisz, że zwykłym ''przepraszam'' wynagrodzisz im te wasze wspólne dni? - usłyszał rozżalony głos mamy, która już od dłuższego czasu kłóciła się z tatą.
- A co mam twoim zdaniem, zrobić, do jasnej cholery!? - krzyczał - Całe dnie haruję jak wół, abyście mogli żyć na jakimś poziomie! A jak wracam do domu, robisz mi awantury o byle co. Też chciałbym odpocząć!
- ''Abyście mogli''? Myślałam, że jesteśmy rodziną i nie ma ''WY'' tylko ''MY''!
       Siedział w swoim pokoju, bawiąc się z Lidką. Lubiła jego pokój. Był położony na końcu korytarza, jak najdalej od kłótni i złej atmosfery, która stawała się z dnia na dzień gęściejsza. Mogła tu swobodnie oddychać. Wiedział, że w mocno stresujących sytuacjach, zapominała o oddychaniu. Bał się wtedy i nie wiedział co robić, ale ten mały pokój ją uspokajał. Nie wiedział czemu. Nie rozumiał.
     Proszę, skończcie już. Nie krzyczcie. Nadal bądźmy szczęśliwi. Błagam - mówił sam do siebie? Może do Boga? A czy Bóg istniał? Pani katechetka mówiła, że jest wszędzie i jest przy każdym człowieku. Jednak go nie słuchał. Nie usłyszał. Może nie chciał?
- Wiktor - spojrzały na nią dwa błyszczące rodzynki, w które odbijały jego zbolałą twarz. Wymusił na sobie uśmiech, nie chciał by była smutna.

        Wieczorem, nadal dom był naelektryzowany nierozstrzygniętymi sprawami. Była to cisza przed burzą.
       Wiktor spojrzał na leżącą obok niego Lidię. Spała. A na jej łagodnej twarzy odznaczał się leciutki uśmiech. Śniła o czymś miłym. Uciekła z tego piekła. Było coraz gorzej. Nawet babcia nie chciała tu przychodzić. Powiedziała,'' że dopóki mama nie przejrzy na oczy i nie wyrzuci stąd tego dupka, jej noga nie przekroczy progu tego domu''. Nakrył ich włochatym kocykiem w słoniki, który dostał od taty na 4 urodziny. Lubił pod nim spać. Często, gdy nie mógł zasnąć, chodził do rodziców, a on przejmował ich zapachy. Czuł się bezpiecznie.

 *

         Wracał z kolegami do domu, gdy nagle zobaczył tatę. Chciał mu pomachać, zawołać, ale na jego drodze pojawiła się wysoka blondynka, która go pocałowała. Nie rozumiał TEGO wszystkiego. To nie była mama. Kim jest ta pani?

- Wiktor! - usłyszał głos mamy z kuchni. Miała podbite oko. - Zawołaj Lidkę i chodźcie na kolacje.
      Co się działo? Mama się walnęła, a może się z kimś pobiła? Mu się to zdarzało, ale potem była na niego zła. On też powinien być zły?

- NIENAWIDZĘ CIĘ! - krzyczała. - Nie chcę cię znać. Wyjdź stąd! Wynoś się i już nigdy nie wracaj!
      Wiktor wstał i poprawił koc, który zsunął się z Lidki. Znowu u niego spała. Wyszedł na korytarz i zobaczył jak silna ręka, która do tej pory podnosiła go, dawała bezpieczeństwo mu, Lidce i mamie, uderza najważniejszą w jego życiu kobietę. Mama straciła równowagę i uderzyła się w stół. Mężczyzna z furią w oczach, zamachnął się nogą, lecz Wiktor przyczepił się do niej. Rafał - tak nazywał się jego tatuś, tato... i ten potwór, którego w sobie trzymał, spojrzał na niego zdziwiony.
- Co ty tu robisz? Czemu jeszcze nie śpisz? - zapytał ze szczerą(?) troską. Do jego oczu naleciały łzy. Nie chciał płakać. Tato nigdy nie płakał.
- Nie bij mamy - ledwie wychrypiał, a gula w jego gardle, nie pozwalała mu powiedzieć nic więcej. Mężczyzna objął go i wziął na ręce, rzucając pogardliwy wzrok jego żonie. Jak mogła znowu urządzić mu awanturę. To nie jej sprawa co robi. Nie jest jego matką. Nie może mu nic zabraniać.
- Choć, położymy cię spać - złapał go za kark i przyciągnął do swojej piersi, próbując uspokoić.

*

    Znowu się bił. Nie mógł już znieść tych pogardliwych spojrzeń kolegów. Tych docinek ze strony starszych. Nie wybaczę im - zarzekał się - Obronię mamę i Lidkę. One nie muszą cierpieć. Nie one. Nie zasługują na to. Wystarczy, że po jego odejściu, nie potrafią rozmawiać. To już nie ten świat, nie ta rzeczywistość. Nie te życie i rodzina. To już nie to.
   Kolejny raz zamachnął się nad starszym chłopakiem.
Nie wybaczę mu
   Bolała już go ręka, a z brwi skapywała gorąca ciecz, zasłaniając mu wszelką widoczność.
Nie wybaczę.
     Usłyszał swoje imię. Znał ten głos. Jednak nie miał sił, aby się podnieść i sprawdzić do kogo należy. Leżał na mokrej trawie i patrzył w gwiazdy. Tak, było mu tu dobrze.
- Wiktor! - zignorował go.
- Wiktor! - głos stawał się coraz głośniejszy, coraz  bardziej nachalny.
- Boże, Wiktor! Tu jesteś - poczuł, jak ktoś łagodnie go obejmuje. Potrzebował tego, ale w życiu by się nie przyznał. Miał swój honor. Spojrzał na zeszklone oczy Lidii. Jemu też chciało się płakać, ale przełknął powstającą gulę.
- Nie płacz, głupia - dał jej pstryczek w czoło.
- Jak mam nie płakać, widziałeś się w lustrze?
    Zaśmiał się. Bolało go dosłownie wszystko, ale dzięki temu wiedział, że żyje.
Wolał oszczędzić sobie widoku pożółkłego ciała, wiedział, że już niedługo wszędzie będą siniaki, a na ranach powstaną strupy, których tak usilnie próbował się pozbyć.
- Chodźmy do domu
    Dom... a gdzie on jest?

 ______________________

Mam nadzieję, że was nie zawiodłam :)
Wiktor... on nawet dla mnie jest tajemnicą. Jest on pogmatwaną postacią, która kryje w sobie tyle ciepła, niezdecydowania.. a promienieje siłą i wsparciem.
Tak.

Życzę Wam moi kochani szampańskiego Sylwestra, a na przyszły rok dużo miłości i ciepła. Niech Wam uśmiech nie schodzi z twarzy. Niech każda przeszkoda jaką napotkacie, będzie dla was wyzwaniem, które z chęcią przyjmiecie i pokonacie. A nauka jaka z niego wypłynie, niech zostanie z Wami do końca dni, abyście mogli wspominać z dumą, że daliście radę, że się nie poddaliście. Niech nie opuszcza was szczęście. Niech marzenia się spełnią.
Korzystajcie z tego roku ile się da, bo w ciągu tych 365 dni, wiele może się zmienić :)

Do zobaczenia w przyszłym roku ;*