piątek, 7 lipca 2017

Rozdział czterdziesty czwarty

      Szłam oblodzonym chodnikiem, zła na służbę miasta na to, że nie postarali się odśnieżyć i zabezpieczyć wszystkich chodników przed porywaniem przypadkowych przechodniów w kreatywny taniec, który zazwyczaj kończył się zadaniem bólu zwykle tej drugiej osobie.
- Wybacz za te spóźnienie, musiałam posprzątać po obiedzie.. - Monika podbiegła do mnie w ostatniej chwili ratując się przed upadkiem, mając we mnie oparcie.
- Spoko, długo nie czekałam - wzięłam ją pod ramię prowadzać w przeciwną stronę niż centrum miasta. Szłyśmy blisko siebie, próbując zachować jak najwięcej ciepła. Nawet wymiana paru zdań wydawała się strasznym ubytkiem energii, która mogła być spożytkowana w inny sposób. Gdy byłyśmy pod budynkiem pływalni, z którego miałyśmy odebrać pewne osobistości, myślałam, że odpadną mi wszystkie palce u stóp. Tak zimno właśnie było. I nie wiem jaka cholera podkusiła mnie na spacerowanie zamiast zaprosić mnie swoim ciepłym głosem do podróży autobusem z dwoma przesiadkami... A mimo to ja zaproponowałam spacer, i miałam do tego czelność narzekać na swój pomysł!
    Monika otworzyła mi ciężkie drzwi, widząc jak zaczynam dzwonić zębami. Weszłam bez słowa, chłonąc ciepłą bryzę i ciężkie powietrze wymieszane z wrzaskami znajdujących się w środku osób. Obejrzałam się za siebie, powoli zdejmując rękawiczki, aby móc porządnie wymasować sobie dłonie. Licząc na to, że pozbędę się z nich nieprzyjemnego mrowienia. Kulik westchnęła, spoglądając na mnie ze współczuciem, wymijając mnie jednocześnie opuściła mały przedsionek, przechodząc do obszernej poczekalni wyposażonej w rząd suszarek.
Skulona, gratulując sobie głupoty poszłam za nią, chcąc jak najszybciej znaleźć się w objęciach większej ode mnie istoty. Niestety od razu po wejściu, zaraz po uderzeniu intensywnego zapachu chloru, wpadł mi do oka widok paru lasek oblegających pływaków. Rozpoznałam czerwoną czuprynę z jej koleżankami, które w dość 'przyjacielski' sposób odnosiły się do chłopaków. Ale nie to mną tak bardzo wstrząsnęło. To raczej widok Ilony nerwowo stojącej obok Ulki, która dotykała Sebastiana ramię, odbił mi się w pamięci.
- A to... co? - zmarszczyłam brwi, przystając w szoku. Po chwili szok zmienił się w zmieszanie i złość.
- Co one tu robią? - Monika otrząsnęła się pierwsza. Ruszyła w ich stronę, a za nią machinalnie ja.
Chłopak zaśmiał się radośnie, a stojąca obok niego Ulka uśmiechała się do ucha do ucha.
Gdy byłyśmy pare metrów przed nimi zauważyła nas Ilona, przerażona chwyciła towarzyszkę za ramię, ostrzegając ją przed nami. Dziewczyna spojrzała w naszą stronę spokojnie, po czym z pogardą zlustrowała mnie od czubków palców po same uszy.
     Spojrzałam na nią jak na największe dziwadło świata, aby po chwili zerknąć na Sebastiana, który kiwnął do mnie radosny głową, nie przestając się śmiać.
- Cześć - przywitała się z nami największa zdzira w mieście, ze sztuczną uprzejmością.
- Heej - rzuciłam przelotnie, podchodząc do swojego chłopaka, chroniąc go w razie W przed sztucznymi szponami koleżanki z klasy - Jak tam trening? - Spytałam splątując nasze palce razem. Czarnowłosy rzucił mi nadal przepełnione wesołym humorem spojrzenie, ściskając moją dłoń, po czym rozluźnił ją, rzucając, że było ''fajnie, jak zawsze''.
- Tak więc, wiesz... taka sytuacja! - radosna Ulka ciągnęła nadal temat, w który nie byłyśmy wtajemniczone.
- No nieźle, nieźle! W takim razie będę ją dręczył tym do końca jej dni - szczerzył się do niej jak opętany.
Rywalka spojrzała na mnie zza uśmiechu, pokazując mi swoją wyższość w tej chwili.
Poczułam się jakby rozjechał mnie walec. Rozejrzałam się po rozwrzeszczanym pomieszczeniu, napotykając badawczy wzrok Julka, który rzucił mi pytające spojrzenie. Wzruszyłam ramionami, zahaczając na chwilę wzrokiem na niczego nieświadomym lub niezainteresowanym Wiktorze. Wracając do towarzystwa najbliżej mnie stojącego, objęłam MOJEGO chłopaka w tali, opierając się o jego pierś, jednocześnie głęboko wzdychając. Poczułam lekkie pociągnięcie za włosy, co pewnie było niechcianym, złym obliczeniem odległości. Ponieważ, gdy spojrzałam w górę, napotkałam przepraszający wyraz twarzy czarnowłosego, który delikatnie pogłaskał mnie po głowie, starając się uniknąć ponownego błędu.
- Idziemy? - wtrąciłam się w zdanie tej ignorantce, która o coś go pytała.
- Chwila - chłopak zbył mnie, co nie obyło się bez protestów głosów w mojej głowie. Naburmuszyłam się jak małe dziecko, wymykając się z jego objęć.
     I co, że zachowałam się jak rozkapryszony bachor! Wiem, że widok jak laska próbuje podbijać do Twojego chłopaka nie tłumaczy takiego zachowania, ale mimo to mój rozum nie zdołał mnie powstrzymać przed takim zachowaniem.
- A co tam u Ciebie słychać, Ilka? Dość dziwne, że zaczęłyście się razem trzymać - pozornie miła Monika, taktycznie nasłuchująca rozmowy, w końcu się odezwała - NIE ŻEBY CO, Ulka... ale to niespotykane zakopanie toporu wojennego, nie uważacie?
    Ulka zamrugała niewinnie wachlarzem rzęs, łapiąc Ilonę pod ramię.
- Po prostu zmądrzałyśmy - posłała w naszą stronę niewinny uśmieszek, dumnej z żartu, zachłannej kobiety.
- Ej, ej - w końcu coś zauważył jedyny rodzynek w towarzystwie - Wyczuwam w otoczeniu negatywne wibracje - zmarszczył brwi.
- Wydaje Ci się, Sówcio - Ulka walnęła go ''koleżeńsko'' w ramię, na co on wywrócił jedynie oczami.
Otworzyłam zszokowana usta i zgromiłam go wzrokiem, prychając pod nosem.
- Chyba cię coś przewiało Halbert, bo coś prychasz pod nosem cały czas - rzuciła zaczepnie moja nalepsiejsza koleżaneczka z klasy, cud, malina, nie dziewczyna!
- Wybacz, chyba mam alergię na fałszywość  - zakaszlałam, odbijając rzuconą mi prosto w twarz piłeczkę - Czyżbyś coś takiego przy sobie miała... Ilona?
Zaczęła się gra.
- Oj... doprawdy?  Bo myślę, że może TO być coś zupełnie innego - zrobiła zmartwioną minę. A jak będziesz u lekarza, to spytaj czy tą swoją nieuprzejmość to masz wrodzoną czy może nabytą. Bo jak to drugie to może jeszcze będą umieli to jakoś naprawić - doradziła - Chodźmy stąd Ilona, bo czuję się obrażana w TYM towarzystwie.
- Bezczelna! TY się czujesz obrażana? - Monika próbowała jakoś pomóc.
- Nie mam pojęcia co do mnie masz, ale nie myśl, że dam Ci sobą pomiatać. Zbyt wygórowane ambicje - powiedziałam na odchodne, jak miałam nadzieję.
- Dziewczyny, nie wiem o co wam poszło, ale to bezsensowna gierka. Ochłońcie! - Wtrącił się nam w jak się okazało, jeszcze nie skończoną rozmowę, Sebastian.
- To ja nie wiem o co jej chodzi! - Ulka zaczęła się wymigiwać - Normalnie sobie rozmawialiśmy, a tylko ona przyszła i ma się za nie wiadomo kogo!
- Ulka, nie przesadzaj...  - ostrzegł ją - To w końcu moja dziewczyna.
- Serio? Tak więc gramy dalej? Okej! - czułam się tam tak bardzo w tej chwili potrzebna, że nawet nie zauważyłam, gdy jeden z pływaków zaingerował w całą tą popapraną sytuację.
- To nie daje jej władzy na obrażanie twoich STARYCH znajomych, nie uważasz?!
- Ulka, chodź... odpuść - zaczęła jej szeptać Ilona.
- Co tu się kręci? Czyżby jakaś impreza beze mnie?
- Karol, nie wtrącaj się - Sebastian próbował opanować sytuację zanim rozniesie się wszystko na większą skalę, jednak wbrew jego staraniom, my nie odpuszczałyśmy.
- Jak mam odpuścić, skoro TAKA osoba cały czas mnie atakuje?
- Jaka osoba? - Monika podeszła do mnie, wypychając Sebastiana z kręgu nienawiści.
- No powiedz jaka, z chęcią dowiem się czegoś nowego o sobie. Może razem wymyślimy jakąś nieziemską ciekawostkę z mojego życia - odezwałam niemal jednocześnie z Monika.
    Zrobiłam krok w jej stronę i poczułam, zaciskającą się dłoń na moim  nadgarstku.
- Już TY dobrze wiesz jaką - Ulka celowała na oślep, tracąc swoją maskę niewiniątka.
- Myślę, że możecie porozmawiać gdzie indziej, z miłą chęcią zobaczyłbym waszą bitwę w kisielu, jednakże poczekajcie, aż przygotujemy basen! Nie ma co się tak śpieszyć - Karol próbował rozluźnić atmosferę, za co dostał kopniaka w piszczel i mrożące krew w żyłach spojrzenie.
- Lidka chodź! - czułam, jak chłopak próbuje mnie wyciągnąć z tej sytuacji, jednak to, że był tak ślepy i nie potrafił dostrzec planów tej lafiryndy, wpłynął negatywnie na jego starania.
     Próbowałam się mu wyrwać, lecz był silniejszy. Mimo to, opierałam się mu, wkładając w to całą moją siłę.
- Puść mnie! - podniosłam głos, odwracając się do niego przodem. Zła próbowałam zmiażdżyć go spojrzeniem, lecz jedyne co mi się udało, to zarejestrowanie czupryny mojego brata, przenikającego obok nas.
- Hej słońce, nawet się ze mną nie przywitałaś - Wiktor pojmał rozzłoszczoną Monikę w ramiona, chroniąc pozostałe dziewczyny przed bombardowaniem słownym i siłowym swojej wybranki.
- Wik... zostaw! - Kulik, próbowała się uwolnić z tej pułapki.
- Ooo, cześć dziewczyny - uśmiechnął się do nich z nienaganną uprzejmością - Czyżbym w czymś przeszkodził? Mam nadzieję, że nie, bo w tej chwili jej potrzebuję. Miło było z wami chwilę porozmawiać. Do zobaczenia - pomachał im nawet, bez problemu przytrzymując moją przyjaciółkę jednym ramieniem.
- Idę tylko po kurtkę i wychodzimy - usłyszałam suche słowa Sebastiana, który bez żadnego wysiłku, pociągnął mnie za sobą,
- Sowa! Możesz wziąć i moją? - odwróciłam się do brata, czując na sobie jego wzrok, znaczący, że sobie nagrabiłam i nie obejdzie się bez zrzędzenia i wypominania.
- O jejciu, jak dobrze, że jest tu ktoś kto opanuję tą całą chorą rozmowę! - Ulka rzuciła, udając wybawioną z opresji, podrzucając do tego dodatkowo ironiczny sens.
- Zamknij się już - usłyszałam, zanim zostałam wyciągnięta na mróz, który przez wrzącą we mnie złość, zablokował połowę odczuwalnej temperatury.
     Przeszliśmy parę metrów szybkim krokiem, po czym nagle on się zatrzymał. A ja hamowałam na jego plecach, co nieco zbiło mnie z pantałyku.
- Ochłoń trochę - powiedział uspokajająco, włączając nagle tryb opiekuńczego człowieka. Chwycił za poły mojej niezasuniętej kurtki i próbował ochronić mnie przed zimnem.
- Chyba żartujesz! Ja mam ochłonąć? - odepchnęłam go, uciekając z zasięgu jego ramion - Kpisz sobie ze mnie?
- Lidia - chciał zarazić mnie swoim nastawieniem, lecz się nie dałam.
- Nie no nie wierzę, serio? - spojrzałam na niego zdumiona, zaciskając pięści.
- Wpierw się uspokój, a porozmawiamy - nie odpuszczał.
- Nie! Nie będę spokojna w takiej sytuacji. I dziwię się CI wielce, że to TY próbujesz uspokoić MNIE!? - moja złość zmieniła obiekt oblężenia.
- Tobie to się najbardziej przyda - zmarszczył brwi, powoli tracąc cierpliwość - Nie wiem o co wam poszło, ale to chyba nie powód do publicznych wyzwisk.
- Nie wiesz?! - wyśmiałam go.
- Nie, nie wiem! Więc daj już spokój, i zapomnijmy o tej sytuacji. TY nie będziesz więcej się tak zachowywać i wszystko wróci do normy. A teraz czy łaskawie mogę odprowadzić cię do domu? Bo jeszcze chwila, a nie wiem czy nie powiem czegoś czego będę potem żałował.
- Hahahah!!!! - ze śmiertelnie poważną miną, zaśmiałam mu się prosto w twarz - Jak ja się zachowuje?! A może porozmawiajmy o tym jak TY się zachowujesz? To jest o wiele bardziej ciekawsze!
- Jak ja....? - chciał wtrącić się mi w zadanie, ale mu przeszkodziłam, wcale się tym nie wzruszając.
- Tak TY! Nie dość, że dajesz się JEJ i jeszcze paru innym, macać przed moimi oczami, to udajesz, że nic się nie stało, gdy zaczyna się do mnie rzucać! Może gdybyś zwracał większą uwagę na to jakie ma co do ciebie plany, albo jej wprost niepojętą nienawiść do mnie, to teraz nie było by tej rozmowy! A co do tego, czego będziesz później żałować, to proszę bardzo! Dzisiaj przyjmę wszystko! Wal śmiało, bo zwlekanie tylko jeszcze bardziej mnie zrani!
- Lidia... - podszedł do mnie, z zamiarem złapania mnie za ramiona.
Odsunęłam się od niego, niemal tracąc grunt pod nogami, przez przykryty śniegiem lód.
- Nie dotykaj mnie! W tej chwili mnie nie udobruchasz. Czekam i nie odpuszczę, bo tak jest łatwiej. Więc powiedz mi.
- Lidia, proszę..
- O co mnie prosisz? - udałam przejętą.
- Uspokój się, nic się nie sta...
- Jak mam się uspokoić?! Nie widzisz, że w tej chwili czekam tylko na odrobinę szczerości z Twojej strony?! Jeśli chcesz to wszystko zakończyć, to nie ciągnijmy tego na siłę, bo pewnie takich jak ja możesz mieć tu na pęczki! Już jedna niemalże rozkłada przed tobą nogi. Ups... a może już rozłożyła? A to właśnie próbuje mi pokazać? Że nigdy tak na prawdę nie byłeś mój? Jeśli nie masz na tyle jaj żeby samodzielnie się do tego przyznać, to zaraz pójdę i się sama dowiem! - w tamtej chwili każde wypowiedziane przeze mnie słowo miało siłę elektrowni atomowej i wystarczyła iskra, aby cały mój świat wybuchł, pochłaniając całe zebrane tam szczęście. Te napięcie było dla mnie tak bardzo sensowne, jak oddychanie... czekałam tylko na informację, z która w tamtej chwili dałabym sobie radę poradzić bez większego roztrząsania, lecz i ta możliwość okazała się niemożliwa.
     Po wypowiedzeniu tych słów, poczułam palący ból na policzku.
Tak trzeźwo na ile byłam w stanie, spojrzałam na mojego towarzysza i nie rozpoznałam w nim osoby, którą darzę wielkim uczuciem. Zdawał się być wykuty z kamienia, a jego dłoń zawisła w powietrzu. Czas zatrzymał się dla nas w miejscu. Byłam tam tylko zdezorientowana ja i on - król opanowania.
- Przepraszam, ale tylko tak mogłem przywołać cię do rozsądku - zbliżył się na tyle, że nie miałby problemów w objęciu mnie.
       Oddychałam spokojniej, próbując zorientować się w tym, co dzieje się wokół mnie.
Poczułam na twarzy jego oddech, a jego szare oczy próbowały złapać kontakt z moimi. Delikatnie złapał mnie za szczękę dłońmi, chcąc utrzymać między nami jakąkolwiek łączność.
- Czuję się niezręcznie, gdy skaczecie sobie do gardeł, bo zależy mi na was obu. Ale Ulka to tylko moja koleżanka, znamy się od zawsze. Nic mnie z nią więcej nie łączy. Więc, na prawdę, nie masz o co być zazdrosna. To tylko stara koleżanka - powtarzał.
      Powoli marszcząc brwi, złapałam go za przedramiona, i zaglądając mu niemalże w głębiny duszy, uwolniłam się od niego. Przymknęłam oczy, odetchnęłam, odwróciłam się i spokojnie ruszyłam w kierunku domu.
- Lidia! - usłyszałam za sobą kroki, co spowodowało, że przyśpieszyłam. Próbował mnie zatrzymać, lecz wyminęłam go z obojętnym wyrazem twarzy.
- Kurwa! - uderzenie w nieznany mi obiekt, było źródłem hałasu, który zakłócił mi wewnętrzną ciszę. Jednak postanowiłam tym się nie przejmować. Szłam ku celowi i tylko to na razie się dla mnie liczyło.

      Wychodząc za bramy obiektu rekreacyjnego, wpadłam na Wiktora i Monikę, którzy wyjeżdżali właśnie samochodem.
- Lidka! - Monika krzyknęła do mnie - Wsiadaj! Wyglądasz na przemarzniętą.
- Czemu się nie zasunęłaś? - zrugał mnie zza kierownicy starszy brat.
     Nie odpowiadając mu na zadane pytanie, bez słowa wsiadłam do samochodu, kierując wzrok na białe pobocze.
- Nie mam pojęcia i nie chcę wiedzieć o co się dzisiaj wykłócałyście, ale byłbym wdzięczny, abyście swoje sprawy załatwiały gdzie indziej, bo to nam oberwie się od trenera za takie teatrzyki - puściłam to mimo uszu, lecz mój jedyny obrońca i osoba, na która mogę liczyć wstawił się za nas, pomijając mój brak zaangażowania.
- Nie wierzę. że to powiedziałeś. Zamiast nas bronić i pomóc, bo kretynki mają do nas jakieś wyimaginowane pretensje, to jeszcze na nas naskakujesz? Chyba dobrze wiesz, że nie damy sobie w kasze dmuchać! A stanie i patrzenie się, w twoim wypadku ignorowanie wydarzenia, jest odbierane jako współdziałaniem z wrogiem.
- Nie popadajmy ze skrajności w skrajność - burknął - po prostu nie mam zamiaru włączać się w głupie wymiany zdań, z kobietami, które i tak nie słuchają tego co do nich się mówi.
- To po jaką cholerę mnie zatrzymywałeś? Przecież to TYLKO głupia wymiana zdań!
- Bo nie chciałem żebyś brudziła sobie ręce takimi dwulicowymi babsztylami jak te dwie.
- O mój wybawco... - podniosła dziękczynnie ręce.
- Nie sarkaj mi tu teraz...
- Bo co?! - w powietrzu czuć było jak atmosfera między nimi zaczyna się elektryzować.
- Bo nie wyjdziesz z tego zwycięsko - zmrużył drapieżnik oczy, czekając na ruch swojej ofiary.
- Możesz jechać? - zapytałam bezczelnie wpychając się w ich prywatną szopkę.

      Przez dwa dni nie kontaktowałam się z Sebastianem, oczywiście i z jego strony nie było żadnego odzewu. Milczeliśmy w nadziei, że to drugie złamie się  jako pierwsze i powrócą nasze szczęśliwe dni. Jednak sytuacja nie chciała rozwiązać się sama. A mnie zmogła choroba.
Cóż za wspaniała wymówka! Tchórzostwo rozjechało się po całej linii. Nie chciałam wyjść na ta uparta, lecz odpuszczenie tak łatwo, nie wchodziło w grę. Sebastian musiał zrozumieć, że liczę na niego w takich chwilach.

     Minęło kolejnych parę dni. Lekarz przypisał mi antybiotyki, wiec przyszpilili mnie do domu, powierzając wszelkie obowiązki, na które znajdę sile. Kuba bawił się u siebie w pokoju, a ja leżałam na kanapie, pod pierzyną i dwoma kocykami. Głowa mi pękała, a drogi oddechowe były silnie zapchane, uniemożliwiając mi normalna wentylacje. Usłyszałam dzwonek do drzwi, jednak nie znalazłam tyle siły, by dotrzeć choćby do końca pokoju.
Siedziałam z nadzieja, ze albo ten ktoś odpuści i sobie pójdzie, albo Kuba zlituje się nade mną i zejdzie na dół otworzyć. Okazało się, ze urzeczywistniać się domysł numer dwa.
- Oooo! Część.
- Siemasz młody - usłyszałam męski głos należący do mojego przyjaciela - Jest Lidia? Okej, dzięki... - gdy znalazł się w zasięgu mojego wzroku, podniosłam się na kanapie, szczelniej owijając się materiałem - Jak się trzymasz, maleńka?
- Jak widać - sięgnęłam po leżącą na ławie chusteczkę higieniczną, przy okazji robiąc miejsce Julianowi.
- Marnie - podsumował, pomagając mi odegnać z twarzy włosy.
- Na prawdę, umiesz podbudować człowieka - prychnęłam, siadając blisko niego. Chłopak pokręcił tylko głową i pozwolił mi oprzeć głowę o jego pierś.
- Odezwał się do ciebie?
- Kto?
- Sebastian?
- Kto to? - złość na niego nadal się we mnie gotowała i nie byłam w stanie odpuścić.
- Lidka... - zaczął, ale ostatecznie zmienił zdanie - Przepraszam, że nie wkroczyłem, ale wiesz... jak zobaczyłem Ilonę, to nie mogłem nic zrobić. Chyba nadal to uczucie do niej nie zniknęło... - położył głowę na oparciu kanapy, zarzucając na mnie ramię.
- Wiem... nie musisz przepraszać. To trudna sytuacja, i nawet gdyby coś się zaczęło źle kręcić, nie mogłybyśmy cię w to wplątać. Choćby ze względu na Ilonę.
- Ale ja cieszę się, gdy na mnie polegacie - burknął niezadowolony z mojej wypowiedzi - W końcu się przyjaźnimy, nie? Trochę więcej zaufania. Ilona to już przeszłość, choć i pojawiają się chwilę słabości. I dlatego musiałem przeprosić - westchnął.
- Cieszę się, że przyszedłeś - powiedziałam i zakaszlałam - Przepraszam.
-  Zrobić ci coś ciepłego do picia? - zaproponował, okrywając mnie kocem po same uszy.
     Kiwnęłam głową, nie kryjąc swojej wdzięczności wobec niego. Zadygotałam z zimna, gdy wstał.
- Wiesz gdzie co leży? - chciałam się upewnić.
- Jak nie znajdę, to zapytam - posłał mi delikatny uśmiech - I myślę, że powinnaś trochę zejść z Sebastiana... - poradził z kuchni, z której wydobył się dźwięk lanej wody.
    Wywróciłam oczami, tracąc siły.
- To facet, więc nie powinnaś oczekiwać od niego zbyt dużo. Nie zwracamy uwagi na szczegóły, dopóki nie podstawi się nam ich pod nos. Żyjemy tym co mamy albo tym co sobie wywalczymy.
- To nie chodzi tylko o to. Myślałam, że mogę się czuć przy nim bezpieczna, a... zawiodłam się. Nie wiem jaką przeszłość łączy z Ulką, ale nie podoba mi się jak pozwala jej na wchodzenie między nas - zwierzyłam się w przestrzeń wokół mnie. Wspominając jego lodowatą postawę, te wielkie, szorstkie dłonie, ból, który spuścił ze mnie całą złość, zastępując ją niedowierzaniem. Jego piekielnie szare oczy, odbijające moją zarumienioną twarz, z której schodziły kolory. I ten moment, gdy zaczął się tłumaczyć... Nie mogłam tego poskładać w całość. Nie mogłam urzeczywistnić ten wizji, bo nadal była ona dla mnie zbyt abstrakcyjna. Była jak sen, który nigdy się miał nie spełnić.
     Zapadła cisza. Już myślałam, że moje słowa zostały rozbrojone na atomy, gdy nagle się odezwał.
- Posłodzić?
- Nie, dzięki.
    Po chwili chłopak usiadł w swoim dawnym miejscu i podał mi kubek z parującym napojem. Chwyciłam go w obie dłonie, próbując przejąć od niego trochę ciepła.
- Nie chcę tego mówić, ale ostrzegaliśmy cie..
- To nie mów - próbowałam go uprzedzić. Nie odpowiadałam przez chwilę, czując jak powoli wzbiera we mnie poirytowanie - I bardzo się cieszę, że was nie posłuchałam.
- Dlaczego? - zdziwił się - To znaczy, nie rozumiem was. Lubicie być ranione? Cały czas pakujecie się w związki, z których od samego początku wiadomo, że nic nie wyjdzie. A później płacz i szukanie pomocy.
- Pytasz dlaczego? Dlaczego wolimy tych debili, dupków, tych szalonych, dla których świat nie ma końca, a nasza obecność jest im obojętna? - spojrzałam mu w oczy i z powagą - Bo tylko przy nich czujemy się przez chwilę szczęśliwe.
- Czyli reszta. póki spokojna to zła? - wywnioskował.
- Nie! Każda szuka spokoju, bezpieczeństwa. Ale nie myśl, że lubimy, gdy nic się nie dzieje. Nagłe zwroty akcji, niespodzianki? Prawie każdą to kręci. Spokojne będziemy na starość, albo i nie to!
    Chłopak przeczesał dużą dłonią włosy, wzdychając głośno.
- Nigdy nie zdołam was zrozumieć.
- I vice versa... a wydawało się, że jesteście prości.
- Bo jesteśmy!
- Jakoś tego nie widzę - wyśmiałam go.
- Bo jesteś kobietą, a z wami nie ma co dyskutować... - uśmiechnął się zadziornie
- Że co proszę?
- No taka prawda! - przekomarzał się ze mną
- No może i masz rację - powiedziałam, po opanowaniu ataku kaszlu. Przytuliłam się do niego, próbując podebrać od niego trochę ciepła. Chłopak poczochrał mi włosy i upił łyk herbaty pozwalając mi na taką bliskość. Westchnęłam, zamykając oczy i próbując przypomnieć sobie bezpieczne ramiona Sebastiana. Po części  czułam się źle względem Julka, bo to on siedział tu ze mną. Nie mogłam narzekać. Maj to wspaniały facet i powinien od życia dostać wszystko co najlepsze.
     Nagle cisze przerwał sygnał mojego telefonu. Podniosłam głowę, jednak zaraz ją opuściłam nie czując się wstanie na choćby sięgnięcie po głupi telefon. Julek z ta wrodzona, bohaterska częścią siebie, podał mi go, za co dostał wdzięczne dziękuję.
    Leniwie skierowałam wzrok na wiadomość od Sowickiego. Nie zdziwiłam się odczytując trywialne pytanie ''jesteś jeszcze zła''.
- Nie zamierzasz odpisać? - zapytał mnie blondyn widząc, że odkładam telefon na bok.
- Strzał w dziesiątkę - zironizowałam.
- Czemu? - nie rozumiał mojego postępowania.
Zaczęłam się zastanawiać, co by się stało, gdybym powiedziała mu całą prawdę...ale to liczyło się z wieloma niemiłymi konsekwencjami. Zrezygnowałam z tego niedydaktycznego i absurdalnego pomysłu, besztając w myślach samą siebie.
- To skomplikowane.
- Spoko, mamy czas - uśmiechnął się do mnie złośliwie.
- Nie, serio... To nie jest temat na rozmowę. Jeszcze nie teraz - wróciłam do swojej dawnej pozycji - Przepraszam - wyszeptałam.
      Włączyliśmy telewizor, próbując uciec od tej ciężkiej atmosfery, którą wywołał jeden mały sms. Jednak była to odskocznia tylko na chwilę, gdyż ponownie zmąciła ją obecność nowej osoby, którą okazał się być Wiktor.
- O! - wydał z siebie ten zdziwiony dźwięk, gdy zobaczył nas na kanapie - A co... Ee.. Cześć. Lidka, Sebastian zamierza zaraz wpaść - rzucił rzeczowo, marszcząc brwi - i chyba nie chcesz robić znowu szumu, nie? - przeszedł przez pokój nie zwracając więcej na nas uwagi.
      Julek jako pierwszy zrozumiał przekaz i jako pierwszy odsunął się nieznacznie. Usiadłam, podnosząc brwi w stronę kuchni, gdzie obecnie przebywał mój brat.
- Chcecie coś do picia? Jedzenia?
      Blondyn jakby zbity z tropu, przeczesał włosy i wstał.
 - Chyba będę się już zbierał.
      Spojrzałam na niego, nadal nie wiedząc o co chodziło mojemu bratu. Być może to przez straszny ból głowy, moja prędkość łączenia faktów została trochę opóźniona, a może to jednak to, że nie zrozumiałam aluzji?
      Brązowa głowa wyjrzała zza framugi przeżuwając coś. Przełknęła i zwróciła się do odchodzącego towarzysza.
- Będziesz na treningu?
- Raczej tak - schował ręce w kieszenie, a ja wstałam nadal zbita z tropu. Moją głowę zaprzątały myśli o tym jak by tu ominąć  konfrontację z osobnikiem, którego w tej chwili nie chciałam ujrzeć, mimo to z chęcią bym się do niego przytuliła. Z drugiej strony nie czułam się na siłach brać udział w jakiśkolwiek walkach. Najchętniej zaszyłabym się w jakiejś norze i nie wychodziła dopóki nie odejdzie ta kraina lodu za oknem.
- Nie musisz - uprzedził Maj, widząc, że idę za nim.
- Ale chcę - posłałam mu lekki uśmiech, ciągnąc za sobą kocyk. Zakaszlałam parę razy, czując ból w plecach. Julek spojrzał na mnie ze współczuciem, naciągając niebieską czapkę.
- Wygrzej się i wracaj do żywych.
- Dzięki - zaśmiałam się, patrząc jak znika za drzwiami z lekkim uśmiechem na twarzy, lecz pustymi oczami. Oparłam głowę o ścianę, wzdychając ciężko. Zebrałam w sobie całe siły i wróciłam na kanapę biorąc się za dokończenie ciepłej jeszcze herbaty.
- Gdzie młody? - dosiadł się do mnie starszy brat z talerzem pełnym kanapek - Oglądasz to? - spytał po chwili, sięgając po pilot.
- Chyba bawi się u siebie.
    Kiwnął głową, buszując po kanałach.
- Powiedziałeś, że Sebastian przyjdzie, bo chciałeś go stąd wypłoszyć? - przyszło mi do głowy, patrząc na niego.
     Spojrzał na mnie jak na wariatkę, po czym nic nie mówiąc, wrócił do czytania programu telewizyjnego.
- Nie?
- Po co miałbym ściemniać?
- W takim razie, powiedz mu, że mnie nie ma - upierałam się przy braku kontaktu.
- Nie interesują mnie twoje dziecięce gierki. A z resztą zaraz sama będziesz mogła mu to powiedzieć. Już powinien tu być.
     Zakaszlałam i spiorunowałam go wzrokiem, na co pozostał niewzruszony.
- Po co go tu zapraszałeś? - zbulwersowana wstałam i wyszłam z pokoju.
- O niee...! Sam chciał przyjść. Mówiłem, żeby korzystał z okazji i odpuścił póki może - rzucił za mną obojętnie. Miałam jego niewzruszoną minę przed oczami, co jeszcze bardziej wzbudziło moją złość.
     Byłam w połowie wspinaczki, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Przystanęłam nie wiedząc co robić, po cichu licząc, że Wiktor mnie uratuje. Jednak moje nadzieję, rozprysły się jak bańka mydlana, gdy było już wiadomo, iż nie ma takiego zamiaru. Nie wyręczy mnie. Nie tym razem...
    Ociągając się jak tylko można dotarłam do drzwi i wzdychając. otworzyłam je, usuwając z drogi jedyną przestrzeń, która dzieliła mnie przed bycia dorosłą.
- Hej - uśmiechnął się do mnie łagodnie, zaciskając dłoń na łodygach pęku bordowych róż. Miał lekko zaczerwienione policzki od smagającego ich chłodu - Możemy porozmawiać? - badał grunt, wyczuwając moje wrogie nastawienie.
     Zajrzałam na korytarz, oczekując, że ktoś się zbuntuję, jednak nikt tam nie czekał na taką okazję. Przesunęłam się, robiąc mu miejsce. Otuliłam się szczelniej kocykiem, gdy wyręczył mnie w zamykaniu drzwi.
Odwrócił się w moją stronę, rozsuwając grubą kurtkę. Czekał na jakąkolwiek reakcję.
- To dla ciebie - podał mi bukiet, marszcząc skonsternowany brwi.
- Paroma kwiatami niczego nie załatwisz - powiedziałam, pociągając nosem, próbując utrzymać niezłomny wyraz twarzy.
- Nie o to mi chodziło - przeczesał zmarzniętymi palcami, kruczoczarne włosy - Możemy pogadać gdzie indziej? - zaproponował słysząc głośniejsze dźwięki telewizora.
      Zamknęłam oczy, zastanawiając się co teraz mam zrobić. Gdy zdecydowałam, bez słowa wspięłam się po schodach, oczekując, że zrozumie i podąży za mną. I tak się stało. Weszłam do pokoju, od razu chwytając się chusteczek higienicznych. Cierpliwie poczekał, aż wydmucham nos i się wykasłam.
- Przepraszam - zaczął i ostrożnie położył róże na łóżku - Nie chciałem, żeby się to tak skończyło. Ale musisz zrozumieć, że moi znajomi są dla mnie bardzo ważni. Nie chce, żebyś była o nich zazdrosna. Nie chcę, żebyście się kłócili. Chciałbym, żebyś czuła się przy nich swobodnie. Czy to nie jest normalne?
- Tu nie chodzi o twoich znajomych - zacisnęłam pięści - Tu chodzi o Ulkę i jej gierki.
- Ulka to też moja znajoma. Znamy się od zawsze i nie mówię, że jest ucieleśnieniem anioła, ale ma swoje dobre strony. Po prostu musicie się lepiej poznać.
- Nie widzisz, że jej nie chodzi tylko o znajomość z tobą? Ona próbuję cię omamić, aby zrobić mi i Monice na złość. Cały czas, gdy jest blisko, szuka okazji, by na moich oczach się do ciebie zbliżyć! - próbowałam usunąć mu klapki z oczu.
- Ej, czyli po prostu jesteś o nią zazdrosna? - odprężył się i ze śmiechem, spróbował pochwycić mnie w objęcia - Słońce, gdybyś mi o tym wcześniej powiedziała... Ulka to tylko moja koleżanka - zapewniał mnie.
- Nie, nie, nie - uciekłam od niego, przewracając oczami, jednocześnie żałując, że mnie nie przytulił. - Sebastian, czy ty w ogóle słyszysz co ja do ciebie mówię?
- Lidka...
- Tak, jestem zazdrosna! Ale czy nic oprócz tego, nie zwróciło twojej uwagi w mojej wypowiedzi? Mam ci to wszystko napisać czy narysować?
      Wyglądał na urażonego i zbitego z tropu. Zrobiło mi się go szkoda, jednak nie chciałam odpuszczać dopóki nie zrozumie.
- Mam ją gdzieś! Kim jest, czego chce! Póki nie zaczęła cię obmacywać na moich oczach, nie zamierzałam wplątywać się w konflikty jej i Moniki. A teraz doszła też Ilona. Nie rozumiem już czego ona chce, ale nie będę ze spokojem czekać, gdy ona w tym czasie kradnie mi po kolei osoby, na których mi najbardziej zależy. Rozumiesz? - poczułam, że oczy mi się zeszkliły. Odwróciłam się pośpiesznie, nie chcąc, aby zobaczył jak to wszytko na mnie wpłynęło. Że znowu stałam się tą starą, słabą Lidią, którą od dawna próbuję zgnieść, gdzieś daleko w sobie.
- Słońce - szepnął, podchodząc do mnie od tyłu. Otulił mnie swoimi silnymi ramionami, i pocałował mnie w ramię - Ćśśś... - próbował mnie uspokoić, gdy zaczęłam szlochać.
    Zła na siebie, a jednocześnie czując, że wszystko ze mnie spływa, że dopiero teraz mogę się odprężyć, odsunęłam się i zwróciłam się ku niemu.
     Zmarszczył brwi, nie wiedząc co się dzieje. Na jego twarzy pojawił się przebłysk lęku, że go znowu odtrąciłam. Jednak nie to było moim zamiarem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, szukając schronienia.
Dopiero po chwili objął mnie ramionami, spokojnie głaszcząc mnie po plecach. Poczułam jak się rozluźnia, jak spada mu z ramion ciężar.

     Leżeliśmy na łóżku. Ja wtulona w niego, on wtulony we mnie. Szukaliśmy wspólnego rytmu bicia serc, oddechów, ścieżek.
     Sebastian cały czas muskał moje ramię, plecy, policzek, aby na koniec poprawić mi włosy, przy okazji czule całując mnie w czoło. W zamian lgnęłam do niego, czując się jak w siódmym niebie. Położyłam mu dłoń na piersi, a później głowę, chcąc upewnić, ze on na pewno tu jest, że to żaden wymysł  mojej bujnej wyobraźni. Że bijące od niego ciepło jest  prawdziwe.
- Muszę już iść  - szepnął, niepewnie.
    Westchnęłam, wtulając się w niego.
    Ścisnął mnie mocniej, wciągając zapach moich włosów.
    Zacisnęłam szczękę, chwytając kawałek jego koszuli. Ściskałam ją i mięłam w palcach. Ponownie westchnęłam i powoli podniosłam się bez słowa.
    Przyglądał mi się badawczo.
- No co? Przecież nie mogę cię tu zatrzymać - rzuciłam, lekko wymuszając na sobie uśmiech.
- Mam trening... - usiadł, złapał mnie za brodę i złączył nasze spojrzenia.
- Nie musisz mi się tłumaczyć - uświadomiłam go.
      Przybliżył się do mnie, delikatnie zaczepiając swoimi wargami o moje. Spojrzał na mnie swoimi szarymi, hipnotyzującymi oczami, górując nade mną parę centymetrów. Nasze spokojne oddechy mieszały się ze sobą.
- Ale chce... - powiedział tak cicho, lecz na tyle głośno abym usłyszała.
     Powoli przechylił głowę, chcąc się jeszcze bardziej zbliżyć.
     Przygryzłam wargę i odwróciłam się.
     Chwycił mnie za szczękę i zwrócił moją twarz do siebie.
- Nie chcesz, czy nadal się wściekasz?
- Obie są poprawne - odchyliłam lekko głowę, próbując zrównać się z nim pewnością siebie.
     Podniósł zaczepnie brew, nachylając się do mojej szyi. Wielka dłoń uniemożliwiała mi odwrócenie się, bądź ewentualną ucieczkę. Musnął ustami moją szyję, na co ugryzłam go w kciuk.
Zrugał mnie spojrzeniem, po czym wrócił do przerwanej czynności, wędrując pocałunkami od ucha do zgięcia szyi.
Przy każdym delikatnym dotyku, przyjemny dreszcz przeszywał całe moje ciało. Zamknęłam oczy, próbując udawać, że nic mnie to nie rusza. Jednak mimowolnie przechyliłam głowę, dając mu szansę na odkupienie. Dostrzegł te przyzwolenie i automatycznie, jego pocałunki stały się intensywniejsze.
Wolną dłoń oparł za mną, dla utrzymania równowagi. Już po chwili poczułam jak językiem poprawia granicę mojej szczęki.
Już myślałam, że zmieni obiekt zainteresowania na usta, lecz ten widząc moje wyczekiwanie, uśmiechnął się tylko i zawrócił.
    Zahaczyłam palec o szlufkę jego spodni.
    Językiem tworzył okręgi na wolnej przestrzeni, po czym składał długi pocałunek w zaznaczonyn miejscu. Gdy poczuł, że zadrżałam, ugryzł mnie.
- Ała - jęknęłam, zaciskając oczy. Gdy je otworzyłam patrzył na mnie zadowolony z siebie jak nigdy.
    Zirytowana, odsunęłam od siebie jego twarz niezbyt uprzejmym gestem.
- Spóźnisz się - upomniałam go.
- Wyganiasz mnie?
- Mam cię odprowadzić na dół czy sam trafisz? - mimo drżenia rąk, chciałam wypaść na zdecydowaną.
- Odpocznij, chorybzdo- powoli, nieśpiesznie pocałował mnie w czoło, wcześniej odgarniając wolny kosmyk włosów.
      Wstał, i tygrysimi ruchami podszedł do drzwi. Jako dodatek do pakietu, puścił mi oczko, wychodząc z mojego królestwa.
     Ciężko opadłam na łóżko, przymykając oczy i delikatnie muskając jeszcze gorących od jego pocałunków, miejsca. Skuliłam się, przyjmując pozycję embrionalna, chcąc zatrzymać przy sobie jeszcze jego ciepło, zapach. Po chwili jednak sięgnęłam po chusteczki. Katar jak zwykle może popsuć wszystkie dobre chwile...


_______________________
   
     Dzień dobry, zastanawiam się czy ktokolwiek jeszcze tu zagląda :)